OSTATNIA STACJA
Obudziłam się o
czwartej. Jak zawsze kiedy ktoś bliski umiera. Wtedy nie można spać, wtedy
trzeba czuwać. Włączyłam komputer i zobaczyłam: jego zdjęcie pozbawione
kolorów. Zupełnie tak, jak to się dzieje nocą z tym całym majdanem, który tu ze
sobą dźwigamy, pośród którego i w którym żyjemy. Barwy blakną aż w końcu toną w
czerni.
Stanęłam przy oknie i
wspominałam. Widzieliśmy się zaledwie dwa tygodnie temu. To była jakaś ludyczna
impreza, kapela grała, a panie w strojach ludowych podawały regionalne
smakołyki.
– Dlaczego nie
mówiłaś, że będziesz – spytał.
-- A ty, dlaczego
nie mówiłeś, że jest źle, nie dzwoniłeś: słuchaj, umieram!? Dlaczego nic nie
wiedziałam o tygodniowym pobycie w szpitalu?
Wiem, nie byłam
osobą bliską. Ot znajoma, można pogadać o miodzie i literaturze. (A miałam Ci
zioła przywieźć w tym miesiącu, pamiętasz?) I tydzień temu wpłaciłam zaległość
za miody. Stoją teraz w kredensie te słodkie wspomnienia. Będziemy je smakować
całą zimę i celebrować to rozstanie.
Nierówna granica między lądem a
niebem pękła. Wystrzeliła ku mnie pomarańczowa jasność. Świt. Wszystko nabrało
barw, także ta twoja czarno-biała fotografia znów wypełniła się kolorem. Życie
powraca, tak czy inaczej, takie czy inne.
Znalazłam Twoje zdjęcie zrobione pod
Stacją Sanok-Miasto – miejscem, które próbowaliśmy wspólnie tworzyć. To były
pierwsze kroki naszej znajomości. Na fotografii siedzisz na walizkach, na tle
rozpadającego się łuszczącego się budynku. To świat w rozpadzie, który
opuszczasz. A jednak smutno zerkasz w obiektyw. Bo trochę żal. Zostawiasz żywy
wciąż puls swojego intensywnego życia, swojej obecności do końca.
A teraz
patrzysz ku nam z okien oddalającego się pociągu jasnym okiem porannego słońca
– tak to widzę.
Spotkamy się u celu i będziemy w
nieskończoność gadać o miodzie i literaturze.

Komentarze
Prześlij komentarz