MIASTO SZKŁA

Krosno. Miasto szkła, miasto ze szklanym sercem, z sercem powleczonym szklistą, chłodną błoną.
A może nie? Może pod idealnie gładką taflą tętni prawdziwe serce miasta, mięsne, krwiste i i ciepłe? Tylko ja widzę miasto przez szklaną szybę. Jestem obca.
Patrzę na miasto uformowane jak marcepanowe cacko zwieńczone malowniczym rynkiem, pudrowe kamieniczki, uliczki przechodzące łagodnie w tajemnicze schodki okolone dzikim winem. Kopuły kościołów strzelają w pastelowe niebo. Patrzę, ale nie wnikam, nie dotykam, jakby wszystko to oblane było szklistą kuwerturą. Martwe, uwięzione w czasie jak szklane Pompeje. A tak bym chciała zanurzyć palce w wilgotnym, ciepłym miejskim mięsie. Ogrzać się jego ciepłem.
A teraz wspinam się krętą drogą z Korczyny na północ. Jesień wchodzi w swoje wielobarwne apogeum. Złocą się klony, rdzewieją liście buków. Zawsze ktoś stoi tu przy drodze i patrzy. Miejsce krośnieńskich kontemplacji. W dole miasto połyskuje w popołudniowym słońcu, zasnute delikatną mgiełką, bajkowe, nierealne, jak scenografia do „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Miasto, które pojawia się na chwilę i zaraz znika, pochłaniając przypadkowych wędrowców, śmiałków marzących o przygodzie. Tym, którzy stają na wzgórzu, by patrzeć, miasto pozostawia na zawsze tęsknotę, jak fotografię na delikatnej światłoczułej błonie pamięci.
Zwalniam i ja także patrzę w dół, ku miastu. Wspólnota zachwytu. Znam je już dość dobrze, a jednak wciąż nie znam wcale. Przychodzi mi na myśl opowieść o nieumierającym świecie, w której bohater dotarł do rajskiego świata, świata wiecznego życia i pasma nieustannych rozkoszy. Niestety, dotknięty chorobą pamięci, zaczyna tęsknić. Nic go już nie cieszy, ani jadło, ani napitek, ani gładkie lico nieśmiertelnej kochanki. Chce choć na chwilę zobaczyć swoje miasto, swoją krainę, choć z oddali wzrokiem ją pozdrowić. Nic go nie może zatrzymać. Wyrusza mimo łez i utyskiwań ukochanej. Dociera w pobliże miasta, ale to już całkiem inne miejsce. Nie poznaje kształtów kamieniczek, linii ulic. Czas, który omijał rajską krainę, tu zrobił swoje.
Być może dlatego lubię tędy przejeżdżać i patrzeć z góry na miasto, które jest jakimś odległym echem tego porzuconego przeze mnie przed kilku laty. Zatrzymuję samochód na poboczu i patrzę na Krosno. Spoza delikatnej mgiełki, jak odblask, jak świetlisty zajączek, połyskuje moja pamięć, miasto, które zostawiło w niej ślad kładzie się na tym półrealnym Krośnie niczym blask, migocze, a potem znika.
Jak dobrze tym, którzy są stąd. Muszą być dumni ze swojego bajkowego miasta okolonego od północy skalistymi wzgórzami, od południa otulonego pasmem Beskidu Niskiego z pikiem pięknej Cergowej. Teraz okolone złotem, z miedzianym nalotem na górach staje się jeszcze bardziej drogocenne i zjawiskowe. Dobrze musi się tu mieszkać, dobrze żyć. Choć zamyka się kolejna huta szkła, pracy i perspektyw podobno brak, świat odwraca się od miasta i jego czas powoli się kończy. Ale kiedy już pracy nie będzie, bliscy i znajomi odjadą w pogoni za lepszym życiem, można zawsze wspiąć się na jedną ze skał w rezerwacie Prządki i rzucić się w dół mając pewność, że najwięksi samobójcy tego świata nie ginęli w tak wyjątkowych okolicznościach przyrody.

Tak tu pięknie, że aż chciałoby się żyć.  

Komentarze

Popularne posty