PAMIĘĆ
Myślę o pamięci. Czytam o pamięci. Mówię o pamięci. Zapytuję o pamięć i z pamięcią się zmagam. Pamięć jest treścią mojego teraz.
Pamięć tych, co byli. Wciąż nie wiem, nie rozumiem, skąd się wziął ten czas przeszły, skąd się on sączy i w cieniu minionych w teraźniejszości się zagnieżdża? Pamięć o miastach, których świetność jak młodość, minęła. Pozostał puder, peruka i cień, co ukrywa zmarszczki. Pamięć o drogach, którymi chadzałam, które zgadywały moje myśli i prowadziły dokądkolwiek chciałam. Drogi, które splątały się i pogubiły w lesie i odtąd, zarośnięte leszczyną i olchą, nawołują się bezradnie, gdy obok nowe drogi, jasne dukty, prowadzą już nie mnie w stronę, której nigdy nie poznam.
I tak stoję pośród lasu i patrzę i myślę o pamięci, która nie może się pogodzić z faktem, że jej zawartość już tak nieaktualna, jak niemodne sukienki, że jej treść - z prawdy oczywistej - zamieniła się w intymne, wstydliwe wyznanie.
Oczy chłopaka, co nie żyje. Dlaczego o tym myślę? Dlatego, że ich nie ma, jak i jego nie ma w postaci, którą znałam. Rzucał w moją stronę ukradkowe spojrzenia. Dziś odnajduję je w lustrach dzikich leśnych sadzawek. Zapach jego młodej, śniadej skóry czuję wyraźnie kładąc się na mchu.
Albo pani od fortepianu. Zmarła przedwcześnie ta powiernica moich młodzieńczych smutków. Widzę ją w pamięci, jak świętą z ikony. Święta pani od fortepianu. Każda muzyka od tamtego czasu jest dla mnie wspomnieniem jej miękkiego głosu.
Stoję, patrzę i myślę o pamięci, która się stała bardziej realna od kubka kawy o poranku. On także lada chwila zamieni się we wspomnienie. Pamięć innych kaw, choćby tej na tarasie drewnianego domu, na skraju puszczy. Smak kawy i pierwszy w życiu napotkany czarny bocian. Niemożliwe powinowactwa. Pamięć łączy pozornie obce sobie elementy i pozwala zobaczyć faktyczne związki, które na co dzień bierzemy za synestezje.
Pamięć i czas i dekonstrukcja. Rozpada mi się w pamięci układ słoneczny ze świętą kolejnością planet, zasady dynamiki zostają unieważnione, prędkość, czas, grawitacja – zapomnienie zamienia je w dawno zasłyszane baśnie. Czas rozkłada materię, rozbiera na kawałki ciała, dekonstruuje najbardziej złożone układy, sprowadza wszystko do tego, co prymarne. A kończy się na słowie być pozbawionym odmiany przez czasy i osoby.
Tylko tyle. Teraz i na wieki wieków. Amen
Pamięć tych, co byli. Wciąż nie wiem, nie rozumiem, skąd się wziął ten czas przeszły, skąd się on sączy i w cieniu minionych w teraźniejszości się zagnieżdża? Pamięć o miastach, których świetność jak młodość, minęła. Pozostał puder, peruka i cień, co ukrywa zmarszczki. Pamięć o drogach, którymi chadzałam, które zgadywały moje myśli i prowadziły dokądkolwiek chciałam. Drogi, które splątały się i pogubiły w lesie i odtąd, zarośnięte leszczyną i olchą, nawołują się bezradnie, gdy obok nowe drogi, jasne dukty, prowadzą już nie mnie w stronę, której nigdy nie poznam.
I tak stoję pośród lasu i patrzę i myślę o pamięci, która nie może się pogodzić z faktem, że jej zawartość już tak nieaktualna, jak niemodne sukienki, że jej treść - z prawdy oczywistej - zamieniła się w intymne, wstydliwe wyznanie.
Oczy chłopaka, co nie żyje. Dlaczego o tym myślę? Dlatego, że ich nie ma, jak i jego nie ma w postaci, którą znałam. Rzucał w moją stronę ukradkowe spojrzenia. Dziś odnajduję je w lustrach dzikich leśnych sadzawek. Zapach jego młodej, śniadej skóry czuję wyraźnie kładąc się na mchu.
Albo pani od fortepianu. Zmarła przedwcześnie ta powiernica moich młodzieńczych smutków. Widzę ją w pamięci, jak świętą z ikony. Święta pani od fortepianu. Każda muzyka od tamtego czasu jest dla mnie wspomnieniem jej miękkiego głosu.
Stoję, patrzę i myślę o pamięci, która się stała bardziej realna od kubka kawy o poranku. On także lada chwila zamieni się we wspomnienie. Pamięć innych kaw, choćby tej na tarasie drewnianego domu, na skraju puszczy. Smak kawy i pierwszy w życiu napotkany czarny bocian. Niemożliwe powinowactwa. Pamięć łączy pozornie obce sobie elementy i pozwala zobaczyć faktyczne związki, które na co dzień bierzemy za synestezje.
Pamięć i czas i dekonstrukcja. Rozpada mi się w pamięci układ słoneczny ze świętą kolejnością planet, zasady dynamiki zostają unieważnione, prędkość, czas, grawitacja – zapomnienie zamienia je w dawno zasłyszane baśnie. Czas rozkłada materię, rozbiera na kawałki ciała, dekonstruuje najbardziej złożone układy, sprowadza wszystko do tego, co prymarne. A kończy się na słowie być pozbawionym odmiany przez czasy i osoby.
Tylko tyle. Teraz i na wieki wieków. Amen

Komentarze
Prześlij komentarz