WSZYSTKIE PORANKI
Budzę się przed słońcem i leżę w ciemności. Ruszyły już pierwsze samochody. Pojedyncze, samotne ciężarówki suną na Sącz wysypując wprost w moje okno drobiny światła. Nocny pokój ożywa na moment i gaśnie, jak w stroboskopie. Nasłuchuję. Szukam prawidłowości, rytmu, porządku: osobówka, dwie ciężarówki, osobówka. Ale po chwili system się rozpada. I wszystko od nowa.
Nagle wracają do mnie inne poranki i ich dźwięki. Rodzinny dom na blokowisku w dużym mieście. Leżałam tak samo jak dziś i tak samo nasłuchiwałam dźwięków ostatnich chwil nocy. Stękały ciężko poranne autobusy, trajkotały niespokojnie motocykle. Zanurzałam się w tej nocnej mozaice i na chwilę stawałam się tylko słuchem, zupełnie, jakbym weszła pomiędzy dźwięki, jakbym rozumiała ich mowę. To było podsłuchiwanie porannych dialogów, westchnień, szeptów, burczenia. Oto jak rozmawiały ze sobą samochody w nocnym mieście, na samym brzegu dnia, na moment przed tym, jak światło roztopi wszystko w oczywistości, a słowa utoną w jednolitym gwarze.
A potem poranek w Dolinie. Zanim słońce rozpuściło ciemność, jak kropla cytryny w herbacie, leżałam wsłuchana w nicość. Myślałam o śmierci, o tym, jak to jest obudzić się w nicości i doskonałej ciszy, w milczeniu i absolutnym zerze, gdzieś na dnie oceanu. A oprócz ciebie nic i nikt. Można przez chwilę uwierzyć w to, że za oknem wszystko co było, przestało istnieć. Domy, miasta, wsie, drogi, a na nich samochody, ich niepotrzebny pośpiech, wszystko roztopiło się, rozmyło jak odblask słońca w łzie, rozłożyło się w mroku. Dobrze mi było w tej ciemności i ciszy, w tej mojej codziennej porannej śmierci. Zanurzałam się w niej i czułam wyraźnie jak odzyskuję siły. Moje istnienie stawało się punktem, ale jakże intensywnym, zwartym, jak diament.
A potem wstawał dzień, przedmioty w pokoju, szafa, piec, biurko, zyskiwały kontury, a potem wypełniały się kolorem. Za każdym razem jednak starałam się, by choć odrobina, choć wątły i nikły cień z nocy nie umknął mi nad ranem, ale był, pozostał i trwał przy mnie nie po to, by mi ciążyć, wisieć, wlec się u nóg, ale by wędrując obok szeptać i przypominać, że wszystko to jedynie odblask słońca w łzie. Naprawdę istnieje tylko milcząca ciemność.

Komentarze
Prześlij komentarz