MINIMUM
Pierwszy dzień wiosny. Choć w tym roku faktycznie przyszła wcześniej. Zamieniła się na miejsca z jesienią. Zima nie miała szans. Najcieplejszy luty ever. Tak mówią. Świat się kończy kiedy kończy się zima i woda. Szkoda.
Szukamy domu. Pospiesznie, a nawet gwałtownie, jakby to były ostatnie chwile przed końcem, jakbyśmy szukali arki, a świat za chwilę miał rozpaść się na kawałki, albo zatonąć. Nie jest to wcale na wyrost zrobione porównanie. Kto nie ma domu ten wie, jaką arką jest to własne miejsce, jak mógłby uratować przed niejednym potopem, gdyby tylko był, pojawił się we właściwym miejscu i czasie. Nie pojawił się, a to wiele zmieniło, wiele zmienia i będzie zmieniać.
Szukamy domu, choć we mnie nadzieja już zgasła. Odkrywam to powoli. Przestaję wierzyć, że to miejsce, którego szukam w ogóle istnieje. Obserwuję jak dogasa we mnie marzenie o domu, jak stygną pragnienia, te wszystkie wyobrażenia, projekcje, które uruchamiały się jeszcze niedawno, kiedy tylko kwestia domu na moment przybliżała się i stawała się realna.
Dziwi mnie ten brak celu, utrata kierunku. Dziwi, martwi, ale i wyzwala. Staję na rozstajach dróg, wpośród mojego poszukiwania, zatrzymuję się i zastanawiam, co dalej. Zupełnie, jakbym zapomniała, dlaczego się tu znalazłam, czego szukam, dokąd wędruję? Jeśli tak, jeśli to zapomnienie, bo może droga była już za długa, trzeba sobie przypomnieć, zatęsknić, obudzić na nowo pragnienie. A może miejsce, gdzie jestem teraz, czyli to nic prowadzące donikąd to właśnie mój dom. Doszłam, jestem, niczego mi więcej nie trzeba. Aż strach pomyśleć.
Stoję więc na rozstajach dróg w miejscowości, którą moja córka ochrzciła mianem Dupna, tak, to jest Dupno, w naszym życiu to taka odnoga prowadząca donikąd. Patrzę na to wszystko z coraz większego oddalenia, nic mnie już tu nie dotyczy.
Podobno dusza po śmierci wędruje do miejsc, w których była za życia. Ja podobnie Trzymam się wciąż blisko Doliny, nie umiem po prostu wyjechać i zapomnieć. Trzymam się blisko tego miejsca, bo w nim żyłam naprawdę. Krótko, ale mocno. Teraz to cień jedynie, czyściec, złudzenie.
Jeżdżę więc bez przekonania, prowadzona przez zaangażowanych i profesjonalnych agentów nieruchomości, którzy starają się dogodzić moim nietypowym gustom, a ja zachowuję się jak wyjątkowo trudny klient. Nic mi nie pasuje. Tu za mała działka, tu smutne okna, tam znów zapach, który mi się źle kojarzy. Wszędzie raczej widzę pustkę, nie umiem zobaczyć tam nas.
Czy coś mi się stało w serce – myślę przyglądając się mojej obojętności, a może to problem woli, bo trzeba podejmować decyzje, być tu lub tam, a nie tkwić w Dupnie poza tym wszystkim. Może i tak. Z drugiej strony czuję wyzwalającą moc braku marzeń. Powoli przestaję potrzebować czegokolwiek. Od absolutnej pustki oddziela mnie jeszcze sterta ukochanych książek, z którymi wciąż jeszcze nie umiem się rozstać. Reszta jest nieważna. Reszta to przypadek, który jest, a potem znika. Oddaję, wyrzucam, bo nawet sprzedawać mi się nie chce. Nie wierzę z te 100 zł, które i tak niczego w moim braku nie zmienia. Pozbawiam się. To było zawsze moje marzenie mieć tyle ile faktycznie jest mi potrzebne. Być może najtrudniej było się rozstać z domem, bo zanim go zamieszkałam na dobre, już musiałam porzucić. Bo było mi w nim dobrze, w ogrodzie rosły pomidory, a zamiast wanny miałam strumień i jelenie podchodziły pod dom i zanurzały długie nogi w porannej mgle. Nie ma już tego i nie będzie. Amen. Moje serce już to wie, tylko rozum nie nadąża i wciąż chciałby zaczynać wszystko od nowa.
Tak więc jeżdżę nie tyle w poszukiwaniu, ile żeby się przekonać, że nie szukam.
Myślałam dziś o historii pustelnika, którą lubię opowiadać. Kiedy stracił to, co zdawało mu się najważniejsze, cytuję: nie miał po co wracać do domu, nie miał też po co iść dalej. Został więc w lesie, odbudował myśliwską chatkę i został pustelnikiem”. Strata wszystkiego jest największym zyskiem, dopiero wtedy życie zaczyna układać się właściwie, kiedy już nie szukamy, zredukowani do minimum w swych pragnieniach i potrzebach, starci na proch w swoich dążeniach, straceńcy, pomyleńcy, ośmieszeni przez los. Nareszcie możemy zacząć żyć.

Komentarze
Prześlij komentarz