CISZA

Od tygodnia w nowym domu. Dom na wsi, może nie jest to piękny zakątek, z dala od wszystkiego, nie jest to już moja piękna dolina, rajska dolina, za którą można już tylko tęsknić. Taki tam domek, ale z drewna, kawałek zieleni wokół i umiarkowany spokój. Wystarczy. Jak nie ma roboty, a nie ma, można siedzieć i patrzeć. Zarzucam na plecy pierwszą jesienną kurtkę i wychodzę przed dom. Mam swoją ławeczkę z widokiem na łąkę i sad. Nie widać stąd gór, ale przecież są blisko, za moimi plecami, wystarczy obejrzeć się, albo przejść przez ulicę, wejść pomiędzy niskie domki i już wynurza się Cergowa. Więc wszystko jest na swoim miejscu. Siadam i patrzę. Badam linię styku nieba z ziemią, tę doskonale nieregularną krawędź, liczę jabłka w sadzie i zastanawiam się długo, czy nie warto by kiedyś przyjrzeć im się z bliska, bo jesień startuje, a to chyba dobry czas na jabłka, na soki i dżemy. Tymczasem siedzę i patrzę. Jest niedziela. Nie jeżdżą tiry. Raz na jakiś czas przemknie coś szybko z Dukli w stronę Żmigrodu, albo z powrotem, ale po chwili szum auta roztapia się w ciszy. Słucham. Cisza jest gęsta i pełna. Wylewa się i zatapia świat jak płynne szkło. W tym pełnym milczenia brzmieniu jest wszystko: kilometry pustki, hektary bezludzi, rowy porośnięte mimozami i wrotycz przy drogach, są kamienie polne i rzeczne, cisza opustoszałych gniazd, są drogi, po których nikt nie wędruje. Leśne zagajniki i gęste bory, zwalone pnie porosłe mchem i żuki pchające swój mizerny skarb. Ruchliwe mrówki i senne o tej porze sowy, nietoperze i pająki nawlekające perły na srebrne nici. Cisza składa się z dźwięków. To kompozycja szelestów, szumów, to kroki na drewnianych trzeszczących podłogach, muchy wzlatujące nad padłym kotem, szepty i delikatne dzwonki odkładanych talerzy po niedzielnym obiedzie. To kroki lisa i moszczenie się kokoszki na grzędzie i westchnienia śpiących dzieci, wszystkie te drobiny, aż po uderzenia serc. Wszystko tu jest, słyszę wyraźnie. Jak pieśń, albo opowieść wyszeptana w najgłębszej tajemnicy. Sekretny eliksir sporządzony z dźwięków. Co pewien czas szum samochodu przecina ciszę, zagłusza głos i przez chwilę moja uwaga rozpada się na kawałki, opowieść znika, głosy milkną. Ale już po chwili znów spotykamy się, odnajdujemy na ławeczce przed domem. Opowiada, a ja słucham. Nasłuchując zaczynam też rozumieć, że każda pora roku ma swoją pieśń. Bo to, co mnie otacza nie jest już historią z lata, gorącą, pełną życia. Ta opowieść jest jak ciężka kropla, żywiczna i pełna. Słucham i patrzę na pierwsze smugi koloru na lipach, które przypominają mi moje włosy wybarwione czasem. Ta opowieść jest dla mnie. Musze jej uważnie słuchać i uczyć się jej i od niej. I jeszcze lepiej czekać i i jeszcze uważniej mijać.

Komentarze

Popularne posty